marta_maciek_plenerslubny_onlyyoustudio-53

Marta i maciek- mistrzowie wytrwałości

Nie odkładajcie pleneru na później
Z Martą i Maćkiem udało nam się spotkać na plener ślubny już kilka dni po samym ślubie. Jak już wspominałem we wcześniejszych wpisach – uważam, że im szybciej spotkamy się na plener tym lepiej. Emocje są jeszcze gorące, a fotografia lubi emocje, więc to jeden ze składników udanego pleneru. Niektórych wstrzymuje podróż poślubna, innych chęć odpoczynku, jeszcze innych przeprowadzki czy remonty – i to też rozumiem. Ale czasem dobrze jest postawić kropkę nad i, i zakończyć ten rozdział dodatkowym, świetnym wspomnieniem.
Zorganizowani i zdeterminowani.
Spotkaliśmy się w okolicach Uniejowa, w rodzinnych stronach Marty. Nie chcieliśmy kombinować. Nasz plan był prosty: piękne światło i kilka pobliskich miejscówek łączących elegancję i spokój natury. Marta i Maciek pojawili się super przygotowani. W pełnych strojach i makijażach, a nawet z gotowymi, ślubnymi balonami, które okazały się inspirującym dodatkiem na naszej sesji. Oboje od początku mieli super nastawienie i mimo że, być może, Maciek przed obiektywem czuł się trochę bardziej skrępowany i niepewny to silna energia Marty i jej bezproblemowe podejście poprawiało wszystkim humor i rozluźniało atmosferę. Zdjęcia robiły się właściwie same (no może z moją małą pomocą :P).

Koronkowa suknia Marty z długim trenem świetnie komponowała się i z zamkowymi ogrodami, i z wiejskim krajobrazem. Muszę przyznać, że Marta naprawdę zasługuje na duże brawa. Dała radę, mimo kocich łbów, piachów i wysokich traw w wysokich butach i z ciężkim trenem. Nie skrzywiła się nawet raz!
Komary były wytrwałem, ale para wytrwalsza.
Od początku mieliśmy tylko jeden mały problem, niezauważalny na tych zdjęciach – komary!!! Okazuje się, że Uniejów jest absolutną wylęgarnią tych irytujących owadów. Byliśmy dosłownie zjadani przez chmary bzyczących komarzysk (nigdy nie pamiętam czy gryzą komary czy komarzyce). Ratowaliśmy się jak mogliśmy – spray (który okazał się bezskuteczny w każdych ilościach), machanie rękami, wahlowanie, szybkie ruchy, ucieczki do auta. Wszystko na nic. Komary były wytrwałe. Na szczęście ta Młoda Para okazała się wytrwalsza od nich. I mimo bólu i drażniących komarzych stad dzielnie stawali przed obiektywem do samego zachodu słońca.

Taka dawka wytrwałości przydaje się nie tylko podczas ataku rozwścieczonych komarów, przydaje się też w różnych momentach wspólnego życia. Dlatego o nich nie martwię się zupełnie. Jestem pewien, że cierpliwości i determinacji nigdy im nie zabraknie 😉

Pozostałe Historie

Visual Portfolio, Posts & Image Gallery for WordPress